Blog

Znalazłam skarb! Podczas spaceru po dawnym zakładzie betoniarskim mojego ojca, nagle je zobaczyłam. Małe, prostokątne, przykryte warstwą cementowego kurzu. Butelki Jakóba Haberfelda. Dlaczego postanowiłam o nich napisać?

Bo niosą z sobą historię, która mnie poruszyła. Historię żydowskiej rodziny wplątanej w wojenną zawieruchę. Są w niej lata prosperity – lata 30-ste, w których fabryka wódek i likierów przynosiła Haberfeldom zyski, a oni podróżowali po świecie, nie wierząc, że Niemcy pod wodzą tego „krzykacza” Hitlera,  odważą się wypowiedzieć wojnę reszcie świata. I nagle trach – wybucha wojna! Armia niemiecka wkracza do Polski, zajmuje miasta, domy, fabryki, a Żydów zamyka w gettach. Sojusznicy nie przychodzą na pomoc, od wschodu uderzają sowieci…

Haberfeldowie są wtedy na statku. Wracają ze Stanów. Statek musi zawrócić. W domu, pod opieką babci, czeka na nich dwuletnia córka Frania. Nie wiedzą co robić…

W 1992 roku w Oświęcimiu, pod jedną z kamienic, odkryto zamurowaną piwnicę. Było w niej kilka tysięcy butelek z napisem „Jakób Haberfeld Oświęcim” (pisownia oryginalna). Część z nich trafiła do oświęcimskich muzeów, część – przez bazarki, pchle targi i giełdy staroci – do domów prywatnych.  Mój tata kupił je od kolekcjonera z Bochni, nie wiem w jakiej liczbie. Produkował nalewki. Nie wszystkie butelki zdążył napełnić.

Wiosną tego roku znajduję swój skarb – kilkadziesiąt prostokątnych butelek od Haberfeldów. Zastanawiam się co z nimi zrobić. Wgłębiam się w historię tej fabryki i rodziny. Piszę listy do małej Frani, która czeka w okupowanej Polsce na powrót rodziców. Gdzie są, co robią, jak próbują odzyskać dziecko i czy im się to udaje?

Możesz kupić tę butelkę w moim sklepie – ma wartość kolekcjonerską. Ja dodam ci do niej „List w butelce” – książeczkę, w której opisuję wszystko, czego udało mi się dowiedzieć o Haberfeldach i ich córce Frani. Lubię  przedmioty, których wartość wykracza poza to, co widoczne i namacalne. Ta butelka z pewnością do nich należy.

Dodaj komentarz